Dzisiaj mamy: Niedziela 27.05.2018

W Parku Śląskim ruszyły prace rewitalizacyjne. Na dobry początek – Łabędziarnia

tn 180519DAM088Taras wypoczynkowy, Łabędziarnia z czatownią, drewniane fotele i ławki, klinkierowa aleja, monitoring i nowe oświetlenie – okolica Stawu Hutnik już wkrótce stanie się idealnym miejscem do odpoczynku. Przywrócenie użyteczności temu otoczeniu, to pierwszy etap rewitalizacji, jaka już w najbliższych miesiącach czeka Park Śląski.

Nie ma wątpliwości, że Łabędziarnia i cała okolica Stawu Hutnik to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w Parku Śląskim. Cichy wypoczynek, podziwianie ptaków i obserwowanie bujnej roślinności dotąd utrudniała sfatygowana infrastruktura: wysłużone aleje, zniszczone i zabazgrane ściany Łabędziarni, brak oświetlenia.

– Doskonale zdajemy sobie sprawę z wartości tej przestrzeni. I właśnie dlatego od niej zaczynamy rewitalizację – podkreśla Joanna Karweta, koordynator ds. zieleni w Parku Śląskim. – To niesamowicie urokliwa okolica. Jedna z pierwszych, jakie powstały w parku. Warto o nią zadbać w taki sposób, aby znów powróciła na mapę parku, jako jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę warto bywać i gdzie można odpocząć.

Pierwsze prace rozpoczęły się kilka tygodni temu. Zniszczony asfalt wymieniono na cegłę klinkierową. Wybudowano z niej alejkę, która prowadzi do odnowionej Łabędziarni. Zmieniono poszycie dachu na gont bitumiczny i przede wszystkim wyczyszczono piaskowiec, z którego wykonany jest obiekt. – Zrobiono to metodą mechaniczną, aby chemia nie zniszczyła kamienia. Udało się to osiągnąć, bo jego struktura nie została naruszona i odzyskał on pierwotną barwę – tłumaczy Artur Cieślak, dyrektor administracyjny Parku Śląskiego. W Łabędziarni staną wkrótce ławki. W środku zawisną też plansze z gatunkami ptaków, które występują w okolicy. – Ciekawostką będzie możliwość podładowania w tym miejscu telefonu – zapowiada Cieślak.

Usiąść będzie można też przed obiektem. To za sprawą drewnianych foteli i ławek oraz dwupoziomowego tarasu wypoczynkowego, który schodzi do wody. Całkowitą nowością będzie też czatownia. To specjalna drewniana konstrukcja, z której można podziwać ptaki. Świetnie nadaje się m.in. do robienia im zdjęć. Teren będzie objęty systemem parkowego monitoringu, a także oświetlony, co umożliwi korzystnie z niego po zmroku.

Wszystkie prace zostały skonsultowane z Radą ds. Różnorodności Biologicznej Parku Śląskiego. Otoczenie Stawu Hutnik ma być gotowe do końca czerwca. Kolejnym miejscem, które zostanie poddane rewitalizacji, będzie Świątynia Petrycha.

W parku nie ma gór? Zawodnicy Biegu Górskiego przekonali się, że jednak są [ZDJĘCIA i WYNIKI]

gorski2018Organizatorzy Biegu Górskiego, który dziś odbył się w Parku Śląskim, przyznają, że przygotowali bodaj najtrudniejszą trasę, jaką tylko dało się wyznaczyć. Zmierzyć zdecydowało się z nią 279 zawodników. Na krótszym, 5-kilometrowym dystansie, najszybszy był Adam Jagieła, a ten dłuższy, 10-kilometrowy, najszybciej pokonał Aleksander Labziuk. W biegach dla dzieci wystartowało natomiast stu małych zawodników.

pdfWYNIKI_BIEG_GORSKI_CHORZOW_2018_5KM_1.pdf

pdfWYNIKI_BIEG_GORSKI_CHORZOW_2018_10KM.pdf

– Oczywiście ten bieg jest dla każdego, ale trzeba się do niego odpowiednio przygotować – przyznaje Stanisław Odróbka z Grupy Nonstop Adventure, która już po raz piąty przygotowała Bieg Górski wspólnie z Parkiem Śląskim. – Profil trasy jest wymagający. To nie jest bieganie po asfalcie tylko po najtrudniejszym terenie, jaki dało się tylko znaleźć w parku.

Trasa rozpoczęła się od 800-metrowego podbiegu. Zawodnicy musieli pokonać węższe i szersze, miejscami dosyć kręte, ścieżki i dukty Parku Śląskiego. – Biegacze przyznają, że ten bieg jest bardziej wymagający niż trasy w wysokich górach, gdzie mamy w zasadzie jeden podbieg i jeden zbieg. Tutaj cały czas konieczne są zmiany tempa –wyjaśnia Odróbka. – Uczestnicy, którzy startują tu pierwszy raz często pytają, gdzie te góry. Po pokonaniu tej trasy już wiedzą.

Adamowi Jagiele, który wygrał na dystansie 5 kilometrów, pokonanie trasy zajęło 20 minut i 44 sekundy. – Była bardzo ciężka technicznie. Trzeba się było bardzo dużo napracować, aby ją pokonać. Najwięcej dał mi popalić ostatni podbieg. Cały bieg raczej kontrolowałem i dosyć szybko udało mi się uciec rywalom – mówi.

Bardzo zacięta była walka na trasie 10 kilometrów. Dość powiedzieć, że Robert Faron i Kamil Bezner osiągnęli ten sam czas i oboje zajęli drugie miejsce. – Przygotowywałem się dosyć mocno na bieżni i wydaje mi się, że efekty są zadowalające – uśmiecha się Bezner. – Bieg został świetnie zorganizowany, a najbardziej zaskoczył mnie żywiołowy doping na trasie – dodaje.

W bieg dla dzieci, w czterech kategoriach wiekowych, wystartowało stu małych zawodników. Rywalizacja była bardzo zacięta. – To był mój pierwszy bieg w parku, ale na pewno nie ostatni. Bardzo cieszę się z medalu. Zamierzam teraz trenować z tatą, żeby kiedyś zdobyć puchar – mów 5-letni Sebastian Kozieł ze Świętochłowic.

Poznali się w Parkowej Akademii Wolontariatu. Bo zawsze jest dobry czas na miłość

171207DAM082Trzynastego maja tego roku, Małgosia i Leszek wzięli ślub. Oboje mają ponad 60 lat. Świetnie rozumieją się w tańcu, on czeka na nią na górskich szlakach, ona oddała mu połowę swojej kuchni. Ich historia pokazuje, że prawdziwa miłość może przyjść w każdym momencie życia. I nie warto się przed nią bronić.

Przeszłość…
On: Na taką kobietę czekałem 40 lat. Zabujałem się i tyle. Dwa razy odrzuciła moje zaloty. Już chciałem dać sobie spokój – przyznaje.
Oboje mieszkają na Osiedlu Tysiąclecia, patrzą sobie niemal do okien. Chadzają jednak różnymi ścieżkami i nigdy wcześniej się nie spotkali. Dopiero w Parku Śląskim odnaleźli tę wspólną. Z nauki języka wyszło niewiele. Leszek nie mógł się skupić na angielskim. Zdecydowanie bardziej zainteresowała go Małgosia.

Trzecia próba podrywu zakończyła się sukcesem. Ona właśnie wróciła z wycieczki, on z turnieju (jest zapalonym skaciorzem). Spotkali się na spacerze. Leszek zaproponował coś do picia. Poszli do Rebel Garden przy bramie zoo. Zaczęli się poznawać, dużo rozmawiali. Potem było kilka dancingów w Hotelu Katowice i jednodniowych wypadów w Beskidy. Między nimi powoli rodziło się coś dużego, ale decyzje zapadały szybko. Po kilku miesiącach para mieszkała już razem. Po kilku następnych, wzięła ślub.

Ona: Zdjęcia z Urzędu Stanu Cywilnego mamy przezabawne. Zresztą taka panowała tam atmosfera. Kierownik najpierw usiłował nas przestrzec. Mówił m.in. o rosnącej ilości rozwodów. Ale kiedy Leszek zażartował, że musieliśmy się pobrać, bo jestem przy nadziei, to sam zaczął rzucać dowcipami. Cała sala płakała ze śmiechu.

Teraźniejszość…
Mimo, że mają siebie na co dzień, wolontariat w Parku Śląskim jest jedną z wielu rzeczy, które bardzo chętnie robią wspólnie. Małgosia prowadzi zajęcia językowe, Leszek pomaga jej podczas organizowania imprez. Chętnie podróżują. Uwielbiają chodzić po górach, bardzo dużo spacerują, szczególnie po Parku Śląskim. Posiłki jedzą wspólnie, nie zawsze o unormowanych porach. Oboje są zodiakalnymi Skorpionami, ale – jak sami przyznają – pochodzą z innych światów i kultur. Ona Zagłębiaczka, on – Ślązak. Mimo to, świetnie się dogadują. Dość powiedzieć, że od kiedy się znają, jeszcze ani razu się nie pokłócili.

Ona: Co urzekło mnie w Leszku? Dojrzałość życiowa, ciepło. Nie zdarzyło mi się do tej pory, żeby ktoś mnie tak pokochał i tak o mnie dbał. Jest bardzo konkretny i stanowczy. Kiedy coś mu się nie podoba, mówi o tym otwarcie. Jesteśmy szczęśliwi, a moje dzieci od początku Leszka zaakceptowały.

On: Naszą wspólną pasją jest taniec. Rozumiemy się w nim świetnie i bardzo lubimy się bawić. Zdarza się, że nie mamy ochoty wychodzić na większą zabawę. Nalewamy sobie wtedy po lampce wina, puszczamy muzykę i tańczymy. Muzykę wybieramy różną, od tanga, przez przeboje lat 60. i 70., aż po Metallikę. Mamy mnóstwo energii. Pamiętam słowa mojego dziadka, który mówił, że nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu. Coś w tym jest.

Przyszłość…
Małgosia i Leszek Mucha, są już ponad siedem miesięcy po ślubie. Już wcześniej obiecali sobie, że nie będą zmieniać swoich dotychczasowych przyzwyczajeń. Ale tak im ze sobą dobrze, że on nie waha się długo, by zrezygnować z wieczorów przy skacie, a ona ze spotkań z koleżankami. Mają też wspólne marzenie: chcą kupić dom w pięknym miejscu, pełnym życzliwych ludzi.

On: Każdy z nas ma już za sobą sporo życiowych doświadczeń. Długo byliśmy sami. Mamy też własne rodziny. Z perspektywy czasu widzę, że decyzja o ślubie była dobra. W dzisiejszych czasach takie sformalizowane związki są w cenie – uważa. – Uczucie do Małgosi uderzyło mnie znienacka. Nie przypuszczałem, że jeszcze coś takiego mnie spotka. To coś wspaniałego. Z jednej strony dajemy sobie przestrzeń, a z drugiej coraz bardziej nas do siebie ciągnie.

Ona: Jest niesamowity. Bardzo lubię jego towarzystwo. Z zawodu jest zootechnikiem. Naprawdę dużo się od niego uczę. Potrafi bardzo ciekawie opowiadać o florze i faunie. Ma poczucie humoru, które bardzo mi odpowiada – przyznaje. –Mamy razem jeszcze sporo do przejścia. A ja już nie mogę się doczekać kolejnych etapów naszej wspólnej drogi.

Bazyliszek tegorocznym hitem Legendii

okładka rekomendowanaTo będzie z pewnością największa atrakcja tego sezonu. Jedyny taki w całej Polsce potwór – przerażający Bazyliszek – zabierze swoich pasażerów w niezapomnianą podróż. Sezon w tym roku rusza już przed Wielkanocą, dlatego warto zacząć myśleć o tym, by ferie świąteczne spędzić właśnie w Legendii. Szykujcie się do niesamowitych wrażeń!

Po bodaj najkrótszej przerwie w swojej historii, znów rusza sezon w Legendii Śląskim Wesołym Miasteczku. Już od 31 marca, poza wszystkimi dotychczasowymi atrakcjami, będzie można korzystać z nowych punktów gastronomicznych i mini-miasteczka dla najmłodszych, ale przede wszystkim z Bazyliszka, który w Chorzowie bez wątpienia będzie tegorocznym hitem.

Wszyscy walczą z potworami
Jutro po raz pierwszy goście wejdą do Bazyliszka. To pierwsza w Legendii atrakcja typu Interactive Dark Ride. W tej multimedialnej zabawie dla całej rodziny, zostaniemy wyposażeni w broń. Przeniesiemy się bowiem do świata, w którym będziemy musieli strzelać promieniami odbitymi od lustra. A wszystko po to, aby stawić czoło różnego rodzaju potworom oraz innymi stworom, które zrobią wszystko, aby nas wystraszyć. Dopiero po ich pokonaniu staniemy oko w oko ze sławetnym Bazyliszkiem. Urządzenie nawiązuje w dość luźny sposób do śląskich i warszawskich legend o tym potworze, który zamieniał ludzi i przedmioty w kamień. Te elementy również pojawią się w Jamie Bazyliszka. Zanim jednak dostaniemy się do niej, przemierzymy wagonikiem m.in. starą wieś, ciemne jaskinie, magiczne lasy i ruiny.

decorecran10

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za tworzenie Bazyliszka odpowiada firma Alterface wspólnie z JoraVision. Atrakcja łączy kilka technologii, które do tej pory nie były zastosowane w żadnym urządzeniu jednocześnie. Ma powierzchnię 1000 metrów kwadratowych, dziesięć niezależnie poruszających się pojazdów o pojemności do sześciu osób. Składa się z ośmiu interaktywnych scen tematycznych, a także interaktywnej sceny w Galerii Sław i peronu. Czas jazdy wynosi aż 4,5 minuty. Maksymalna przepustowość urządzenia to 1500 osób na godzinę.

Mini-miasteczko i napis bardzo oczekiwany
To nie koniec nowości. W tym sezonie chorzowski park rozrywki przygotuje kolejną część terenu z nowym układem alejek, oświetleniem i systemem nagłośniania, który funkcjonuje już w pozostałych strefach. Znajdą się tam m.in. gry interaktywne, w których będzie można sprawdzić swoją celność i sprawność. Nowością w tym sezonie będzie też mini-miasteczko. Tam z kolei napotkamy atrakcje doskonale znane z Legendii, ale w miniaturowej formie. Wśród nich m.in. wagonik z Lech Coastera i wiele innych. Do parku rozrywki wrócił też napis Śląskie Wesołe Miasteczko, o który tak bardzo zabiegali społecznicy. Został usytuowany za rollercoasterem Tornado. Jest dobrze widoczny m.in. z kolejki linowej „Elka”. Odnowiony – po zmroku będzie świecił.

DJI 0344

Legendarny przybornik
Bilet normalny do Legendii kosztuje 89 złotych, a ulgowy 79 zł. Warto wiedzieć, że wejściówki zakupione on-line są aż o 20 złotych tańsze. Karnet sezonowy, który uprawnia do korzystania z atrakcji każdego dnia, gdy miasteczko jest otwarte, kosztuje 119 złotych. W kwietniu Legendia będzie otwarta w weekendy oraz w Poniedziałek Wielkanocny od godziny 10 do 20, a w maju miasteczko będzie dostępne przez cały pierwszy tydzień miesiąca, później w soboty i niedziele, również od 10 do 20. Szczegóły znajdziecie na stronie: www. legendia.pl.'

DJI 0113

 

pwełFoto

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Paweł Ccebula

Dyrektor Legendii Śląskiego Wesołego Miasteczka

W przygotowanie tego sezonu włożyliśmy ogromnie dużo pracy. Nie mam wątpliwości, że nasi goście będą bardzo zadowoleni. Tegoroczny hit – Bazyliszek – to prawdziwe multimedialne show, nasza interaktywna duma, wyróżnik, opowiada kolejną legendę. Czyni to w sposób folklorystyczny, ale nie infantylny. Dzięki temu atrakcja będzie ciekawa zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Proponujemy tym samym coś, czego w Polsce do tej pory nie było i jesteśmy przekonani, że taki typ opowiadania historii się spodoba. To kolejny rok, w którym sporo poświęciliśmy przestrzeni użytkowej naszego parku. Ta zmiana najbardziej rzuci się w oczy.

Wolontariusze nie usiedzą. Dziś obchodzą swoje międzynarodowe święto

5 czolowka_3_1Dynamiczni, gotowi do pomocy, pełni optymizmu – tacy są seniorzy, którzy swój czas poświęcają innym w ramach Parkowej Akademii Wolontariatu. Patrząc na nich, nie dasz się zwieść stereotypom na temat starości. Chcesz dołączyć do tej supergrupy? Zrób to teraz!

Jest ich kilkudziesięciu. Wiek: 60-83 lata. Przeważają żwawe panie. Cecha charakterystyczna: nie usiedzą. Prowadzą cykliczne zajęcia dla seniorów, pomagają w organizowaniu imprez, wigilii dla samotnych, prowadzą Klub Książki Mówionej dla chorych seniorów, pielęgnują rośliny… Jacy są starsi wolontariusze Parkowej Akademii Wolontariatu przy Fundacji Park Śląski? Na pewno nie da się ich łatwo zaszufladkować. Sprawdźcie, jakie stereotypy łamią.

Stereotyp 1: Częściej chorują i mają gorszą kondycję
Emilia (lat 80) zaczęła marsze z kijami, bo cała rodzina robiła noworoczne postanowienia. Po kilku latach od postanowienia, codziennie ponad dwie godziny maszerowała przez Park Śląski, pokonując 12-13 km. – Niech pani zwolni, policja stoi z radarem – usłyszała któregoś dnia. Chodziła sama, bo ani rówieśnicy, ani rodzina nie nadążali. – Mam aplikację w moim smartfonie, która liczy kilometry, czas, spalone kalorie, pokazuje, jak się nawadniać – chwali się Emilia.

Franciszek (70+) biega od kilkunastu lat – w maratonach, półmaratonach, biegach nocnych i dziennych, rekreacyjnie po parku. W Chorzowie, Katowicach, Wrocławiu, Atenach… Zdobywa medale, puchary. W Atenach nie zdobył, bo musiał tempo dostosować do córki. Jeździ na rowerze, ćwiczy fitness, nordic walking. Jako wolontariusz, fachowiec od sportu, prowadzi treningi biegowe i grę w boule.

Roman (60+) – kiedy nie masuje i nie pracuje jako wolontariusz – z kilkadziesiąt lat młodszą Tatianą bierze udział w rajdach rowerowych, zawodach nordic walking, marszonach, czyli marszach na bardzo długich dystansach, stepują, tańczą zumbę, zdobywają szczyty górskie… Czy rzeczywiście mają gorszą kondycję?

Stereotyp 2: Trzeba im dłużej tłumaczyć, by wprowadzić ich w działania
Wolontariusze-seniorzy przed każdą pracą przechodzą szkolenie: co mają robić, gdzie, kiedy, jak, dlaczego. Krystynie (60+) wystarczy informacja: pracujesz na kongresowej recepcji. Wie, że przychodzi trzy, cztery godziny przed rozpoczęciem Kongresu Obywatel Senior, kompletuje materiały (teczki z zawartością), przegląda listy osób zgłoszonych, zaproszonych gości, przygotowuje tabliczki informacyjne, ogląda teren – żeby mogła odpowiadać na pytania: gdzie co się odbywa. Jeszcze raz przegląda program Kongresu – żeby mogła szybko znaleźć właściwe wydarzenie. Dwie godziny przed rozpoczęciem imprezy jest gotowa do przyjmowania i informowania kongresmenów.

Skąd taka biegłość? Krystyna od kilku lat zarządza recepcją w czasie Kongresów. W tym roku zastąpiła ją Małgosia. Razem z Emilią i Jolą usłyszały, że są najlepszą recepcją świata.

Stereotyp 3: Gorzej znają nowoczesne technologie
Edward (70+) to przewodnik, ratownik górski, instruktor, nauczyciel akademicki, instruktor nordic walking… Co tydzień prowadził też w Parku Śląskim zajęcia komputerowe dla seniorów. Objaśnia, jak robić dobre zdjęcia, obrabiać je na komputerze, korzystać ze smarfona… Lubi takie nowinki.
Franciszka (70+) miłość do biegów doprowadziła na warsztaty komputerowe. Bo nie da się już zgłosić do maratonu inaczej, niż przez internet. Założył więc skrzynkę pocztową, profil na Facebooku i nauczył się korzystać z wyszukiwarki.

Stereotyp 4: Nie są otwarci na nowe doświadczenia
Adela (70+) przyjechała na Śląsk po śmierci męża. Nikogo nie znała, bo skąd? Wcześniej wychowywała dzieci, szyła. Dziś, jako wolontariuszka, pomaga i śpiewa na wigiliach i śniadaniach wielkanocnych dla samotnych. Jeździ na rowerze (koniecznie w długich, kolorowych spódnicach, ma ich 53) – wszędzie: po Śląsku i innych zakątkach Polski, chodzi z kijami, robi biżuterię, tańczy… Jest – jako wolontariuszka –przy każdym działaniu. Można zmienić wszystko po siedemdziesiątce? Adela zmieniła i zmienia.

Stereotyp 5: Osoby starsze są bierne
Halina (lat 70) ciągle pracuje zawodowo – egzaminuje, uczy języka polskiego. Prócz tego chodzi do teatru, na koncerty, wyjeżdża, działa w radzie seniorów. Od kilku lat jest wolontariuszką, do czerwca uczyła języka włoskiego, w maju i październiku prowadziła dwie części Kongresu Obywatel Senior. Po co dodała sobie pracy, włączając się w wolontariat? Bo na uniwersytecie trzeciego wieku nieco się nudziła: chciała działać, a nie tylko słuchać.

Czy to wolontariat zmienił Krystynę, Małgosię, Franka? Trochę tak, trochę nie. Krystyna czuje się potrzebna i zachwycona pracą w grupie. Halina może powiedzieć, co myśli na debatach kongresowych i robi to bez skrępowania. Nieśmiały Franek regularnie prowadzi zajęcia z boulami, czasem treningi rowerowe i biegi. Adela obszywa koleżanki z wolontariatu. Małgosia na swoich zajęciach poznała Leszka. Od kilku miesięcy są małżeństwem. 5 grudnia razem będą świętować Międzynarodowy Dzień Wolontariusza.

Zapisy do Akademii Wolontariatu: tel. 666031514
oraz e-mail : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Projekt „Senior działa”, w ramach którego Fundacja Park Śląski szkoliła liderów lokalnych, rady seniorów i seniorów ciekawych obsługi tabletu i działań w wolontariacie, dofinansowany został ze środków Programu Rządowego na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

Copyright © 1995-2011 Park Śląski