Dzisiaj mamy: Niedziela 25.02.2018

Belinda Tato: Park Śląski ma potencjał większy niż jego powierzchnia

180112DAM034Park Śląski ma potencjał większy niż jego powierzchnia. Nie uda się naraz rozwiązać wszystkich problemów, ale stopniowo dacie sobie radę z wszelkimi trudnościami. Tak działa się wszędzie na świecie – oceniała Belinda Tato, projektantka i architekt o międzynarodowej sławie, która wykłada m.in. na Uniwersytecie Harvarda w Bostonie. Kilka tygodni temu zgodziła się uczestniczyć w warsztatach z pracownikami Parku Śląskiego. Podczas dwudniowej wizyty pokazaliśmy jej parkową przestrzeń. Usłyszeliśmy sporo wskazówek i pomysłów.

– Zdaję sobie sprawę, że trudno o taką ocenę zaledwie po kilku godzinach spędzonych w Parku Śląskim, ale mimo to o nią poproszę – jakie wrażenie robi na Tobie ta przestrzeń?
– Potencjał tego miejsca jest większy niż jego terytorium. Jednak bardziej niż kamienie i drzewa, które na pewno są ważne, ujęła mnie wizja na temat parku. Prawdopodobnie właśnie ona jest jego największym skarbem. Także historyczne dziedzictwo stanowi pozytywny akcent tego obszaru. Relacje żyjących jeszcze osób, które brały udział w społecznej budowie parku, a potem stały się motorem jego historii, to wartość, jaką należy doceniać. Pytanie, które mi się nasuwa, to jak w dzisiejszych czasach przywrócić tamten nastrój awangardy, dumy i entuzjazmu, który towarzyszył pierwszym dekadom budowy i istnienia parku oraz jak przekazać go kolejnym pokoleniom. Nie można tracić nadziei i wiary, że tę tradycję, historię, to „wczoraj” będzie można przekształcić w „jutro”. Na pewno istnieją sposoby, aby stworzyć pomost między tym, co już było, a tym, co nas czeka.

– Doskonale zdajemy sobie sprawę, jakim wyzwaniem jest to zadanie. Jednak wierzymy, że uda się to przeprowadzić. Park to temat bardzo wrażliwy społecznie. Z tym również próbujemy się mierzyć, planując jego rewitalizację.
– Takie działanie to proces, który trzeba realizować metodologicznie. Budżet i ramy czasowe są w tym wypadku drugorzędne. Najważniejsza jest wizja. Filary tych działań są dwa: techniczny i infrastrukturalny. Obok nich, nie mniej ważny element to oczekiwania społeczne. Wiele infrastrukturalnych aspektów musi się w parku zmienić, jednak są pewne względy kulturowe, które powinny z tymi inwestycjami koegzystować. To jakby dwie linie, które niekoniecznie się ze sobą łączą, ale raz się do siebie zbliżają, a raz oddalają. Należy również pamietać, że konieczność rozwiązywania bieżących problemów nie powinna przesłaniać generalnej idei, strategii rozwoju parku. Zresztą, rolą osób zarządzających i pracujących w tym miejscu jest nie tylko ich rozwiązywanie, ale też pielęgnowanie entuzjazmu i myślenie o pozytywnej zmianie na lepsze.

– Niełatwo to komunikować w sytuacji, kiedy wiemy, że nie wszystko, co chcielibyśmy w parku zmienić, da się osiągnąć w miarę szybko.
– Wiadomo, że nie da się wszystkiego zrobić od razu. Dlatego trzeba widzieć zarówno te zadania krótkoterminowe, jak i te odległe w czasie. To nie jest łatwe, ale musimy pamiętać, że park będzie istniał, kiedy nas już nie będzie. Dlatego właśnie wizja musi sięgać nawet na 20 lat do przodu. Szczególnie ważne w tym aspekcie jest dotarcie do młodych ludzi. To oni są przyszłością tego miejsca. Jeżeli nie można wszystkiego zrobić od razu, należy zastosować metodę akupunktury: wbijać szpilki w określone miejsca całej strategii. Wtedy może się okazać, że właśnie od nich zacznie się pozytywne promieniowanie na sąsiednie lokalizacje. Równie ważna jest wiara w skuteczność takiego działania. Warto przy tym pamiętać, że istniejemy w ekosystemie, którego częścią są nie tylko flora i fauna, ale również ludzie. Element społeczny musi więc towarzyszyć myśleniu o każdym powziętym tutaj przedsięwzięciu. Niesłychanie istotna jest więc komunikacja. Zarówno ta wewnętrzna, jak i zewnętrzna. Wymiana informacji między tymi, którzy „kopią dziury” a stroną społeczną. Ta „dziura” to również element społeczny, nie tylko budowlany. Taka powinna być metodologia podejścia do parku, jako do całości.

– Wydaje się, że to prawie niemożliwe, aby zadowolić wszystkich użytkowników. Pewnie dlatego, że Park Śląski pełni dziś wiele rozmaitych funkcji.
– Trzeba się zastanowić, jak przy pomocy nowoczesnych narzędzi, doprowadzić do wzmocnienia międzypokoleniowego mostu, aby park stał się zrozumiały, potrzebny i pożyteczny dla wszystkich. To bardzo wdzięczna przestrzeń do takich działań. Ten obszar powinien być kształtowany nie tylko jako park, ale też jako miejsce niecodziennych, osobistych doświadczeń. Obecnie wszystkiego jest tu po trochu: są restauracje, edukacja, sztuka, bagaż pięknej historii. Ale może trzeba się zastanowić, który z tych elementów należy rozwijać szczególnie mocno i uczynić z niego specjalizację, znak firmowy. W mojej opinii, taką rzeczą, bardzo obiecującą i wdzięczną w przekazie, jest zdrowie. Wokół tego tematu, który przecież wywołuje pozytywne reakcje u każdego pokolenia, można zbudować całą masę aktywności i atrakcji.

– Na koniec zapytam o parkingi. Ten problem jest właśnie trudny społecznie. Z jednej strony mamy Stadion Śląski i duże imprezy, a z drugiej park, który chcemy chronić. Jak znaleźć kompromis?
– Park i parking to dwa różne słowa. Uważam, że w parku niepotrzebne są wielkie przestrzenie dedykowane wyłącznie na parkingi, skoro będą wykorzystywane maksymalnie przez 20 dni w roku, podczas imprez na stadionie. Należy stworzyć takie przestrzenie, które – spełniając na co dzień inne funkcje, na przykład boisk lub alejek do biegania – w razie konieczności będzie można na parkingi adaptować. Dużą płytę asfaltową można wykorzystać bardzo efektywnie, również gdy nie ma na niej aut. Trzeba jednak wcześniej pomyśleć o odpowiednim wkomponowaniu zieleni w to miejsce i nieustannej obecności drzew, a także wykorzystaniu na przykład palet jako ławek. Ciekawym pomysłem jest też stworzenie zadaszenia parkingu i umieszczenia nad nim przestrzeni dla dzieci czy różnych rodzajów aktywności.

Belinda Tato
Założycielka (rok 2000) madryckiej pracowni Ecosistema Urbano, grupy architektów, łączących w swoich pracach architekturę, urbanistykę, inżynierię i socjologię. Pracujący w niej architekci definiują swoje podejście do projektowania, jako „urbanistykę społeczną” (urban social design), kładącą nacisk na spójność projektów z otoczeniem i tkanką społeczną. Sama Tato mówi, że szuka odpowiedzi na rzeczywiste potrzeby lokalnych społeczności. Projektowała w Hiszpanii, Norwegii, Ekwadorze i Stanach Zjednoczonych.

Poznali się w Parkowej Akademii Wolontariatu. Bo zawsze jest dobry czas na miłość

171207DAM082Trzynastego maja tego roku, Małgosia i Leszek wzięli ślub. Oboje mają ponad 60 lat. Świetnie rozumieją się w tańcu, on czeka na nią na górskich szlakach, ona oddała mu połowę swojej kuchni. Ich historia pokazuje, że prawdziwa miłość może przyjść w każdym momencie życia. I nie warto się przed nią bronić.

Przeszłość…
On: Na taką kobietę czekałem 40 lat. Zabujałem się i tyle. Dwa razy odrzuciła moje zaloty. Już chciałem dać sobie spokój – przyznaje.
Oboje mieszkają na Osiedlu Tysiąclecia, patrzą sobie niemal do okien. Chadzają jednak różnymi ścieżkami i nigdy wcześniej się nie spotkali. Dopiero w Parku Śląskim odnaleźli tę wspólną. Z nauki języka wyszło niewiele. Leszek nie mógł się skupić na angielskim. Zdecydowanie bardziej zainteresowała go Małgosia.

Trzecia próba podrywu zakończyła się sukcesem. Ona właśnie wróciła z wycieczki, on z turnieju (jest zapalonym skaciorzem). Spotkali się na spacerze. Leszek zaproponował coś do picia. Poszli do Rebel Garden przy bramie zoo. Zaczęli się poznawać, dużo rozmawiali. Potem było kilka dancingów w Hotelu Katowice i jednodniowych wypadów w Beskidy. Między nimi powoli rodziło się coś dużego, ale decyzje zapadały szybko. Po kilku miesiącach para mieszkała już razem. Po kilku następnych, wzięła ślub.

Ona: Zdjęcia z Urzędu Stanu Cywilnego mamy przezabawne. Zresztą taka panowała tam atmosfera. Kierownik najpierw usiłował nas przestrzec. Mówił m.in. o rosnącej ilości rozwodów. Ale kiedy Leszek zażartował, że musieliśmy się pobrać, bo jestem przy nadziei, to sam zaczął rzucać dowcipami. Cała sala płakała ze śmiechu.

Teraźniejszość…
Mimo, że mają siebie na co dzień, wolontariat w Parku Śląskim jest jedną z wielu rzeczy, które bardzo chętnie robią wspólnie. Małgosia prowadzi zajęcia językowe, Leszek pomaga jej podczas organizowania imprez. Chętnie podróżują. Uwielbiają chodzić po górach, bardzo dużo spacerują, szczególnie po Parku Śląskim. Posiłki jedzą wspólnie, nie zawsze o unormowanych porach. Oboje są zodiakalnymi Skorpionami, ale – jak sami przyznają – pochodzą z innych światów i kultur. Ona Zagłębiaczka, on – Ślązak. Mimo to, świetnie się dogadują. Dość powiedzieć, że od kiedy się znają, jeszcze ani razu się nie pokłócili.

Ona: Co urzekło mnie w Leszku? Dojrzałość życiowa, ciepło. Nie zdarzyło mi się do tej pory, żeby ktoś mnie tak pokochał i tak o mnie dbał. Jest bardzo konkretny i stanowczy. Kiedy coś mu się nie podoba, mówi o tym otwarcie. Jesteśmy szczęśliwi, a moje dzieci od początku Leszka zaakceptowały.

On: Naszą wspólną pasją jest taniec. Rozumiemy się w nim świetnie i bardzo lubimy się bawić. Zdarza się, że nie mamy ochoty wychodzić na większą zabawę. Nalewamy sobie wtedy po lampce wina, puszczamy muzykę i tańczymy. Muzykę wybieramy różną, od tanga, przez przeboje lat 60. i 70., aż po Metallikę. Mamy mnóstwo energii. Pamiętam słowa mojego dziadka, który mówił, że nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu. Coś w tym jest.

Przyszłość…
Małgosia i Leszek Mucha, są już ponad siedem miesięcy po ślubie. Już wcześniej obiecali sobie, że nie będą zmieniać swoich dotychczasowych przyzwyczajeń. Ale tak im ze sobą dobrze, że on nie waha się długo, by zrezygnować z wieczorów przy skacie, a ona ze spotkań z koleżankami. Mają też wspólne marzenie: chcą kupić dom w pięknym miejscu, pełnym życzliwych ludzi.

On: Każdy z nas ma już za sobą sporo życiowych doświadczeń. Długo byliśmy sami. Mamy też własne rodziny. Z perspektywy czasu widzę, że decyzja o ślubie była dobra. W dzisiejszych czasach takie sformalizowane związki są w cenie – uważa. – Uczucie do Małgosi uderzyło mnie znienacka. Nie przypuszczałem, że jeszcze coś takiego mnie spotka. To coś wspaniałego. Z jednej strony dajemy sobie przestrzeń, a z drugiej coraz bardziej nas do siebie ciągnie.

Ona: Jest niesamowity. Bardzo lubię jego towarzystwo. Z zawodu jest zootechnikiem. Naprawdę dużo się od niego uczę. Potrafi bardzo ciekawie opowiadać o florze i faunie. Ma poczucie humoru, które bardzo mi odpowiada – przyznaje. –Mamy razem jeszcze sporo do przejścia. A ja już nie mogę się doczekać kolejnych etapów naszej wspólnej drogi.

Dlaczego liście zmieniają kolory?

13 czolowkaKolorowe liście sprawiają, że Park Śląski jesienią w niektórych miejscach przypomina bajkowy las. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego właśnie o tej porze roku jest tu tak pięknie? Zadaliśmy to pytanie parkowym specjalistom od zieleni, którzy wyjaśniają: – Chodzi głównie o dostęp do światła, glebę i barwniki. Przemiany trwają bardzo krótko i zapowiadają nadejście zimy. Warto się nimi cieszyć, dopóki są.

Najbardziej znanym barwnikiem, który sprawia, że tak bujnie na naszej planecie rozwija się życie, jest chlorofil. Właśnie dzięki niemu, rośliny mogą budować własne tkanki w oparciu o promieniowanie słoneczne, które stanowi podstawowe źródło energii do przemian chemicznych. Ważne w tym procesie są również woda i dwutlenek węgla.

– Właśnie dzięki chlorofilowi te substancje zamieniają się w części organiczne roślin, a po ich śmierci stają się materią organiczną, która w dalszych etapach zmieni się w części składowe gleby – tłumaczy Krystian Golasz, specjalista ds. zieleni w Parku Śląskim.

Barwnik zielony ma największy wpływ na bogactwo życia na naszej planecie. Występuje właściwie w każdej roślinie do jesieni. Gdy zmniejszają się długość dnia i intensywność promieniowania słonecznego, roślinom – z powodu zbyt małej ilości energii – nie opłaca się przeprowadzanie procesu fotosyntezy. Właśnie wtedy dochodzi do przemian w liściach, a chlorofil ulega uwstecznieniu i redukcji. – Wówczas do głosu dochodzą inne barwniki roślinne, które wprawdzie istniały, ale były przytłumione – wyjaśnia Golasz. Wśród tych barwników jest ksantofil (barwnik żółty), karoten (barwnik pomarańczowy) oraz występujący tylko jesienią antocyjan (barwnik czerwony).

– Ten ostatni powstaje w wyniku przemian chemicznych cukrów zawartych w liściach – zaznacza Golasz. – Naukowcy podejrzewają, że czerwony kolor odstrasza szkodniki, na przykład mszyce, które o tej porze roku składają jaja, aby przetrwać zimę i wiosną pasożytować na roślinach. Na tych przebarwionych na czerwono jest ich mniej lub nie występuję w ogóle. Czerwonemu barwnikowi przypisuje się również zwiększanie odporności roślin na przemarzanie – dodaje.

Wśród roślin, które w Parku Śląskim najefektowniej wyglądają jesienią, należy wymienić winobluszcz pięciolistkowy, sumak octowiec, azalię pontyjską, trzmielinę oskrzydloną, a także dereń kousa i kiścień wawrzynolistny.

Jest kilka czynników, które wpływają na konkretną barwę liścia. Ważne są zarówno uwarunkowania genetyczne roślin, jak i środowisko, w tym również odczyn gleby. – Jeżeli chodzi o antocyjan, właśnie odczyn podłoża sprawia, że dany liść jest bardziej lub mniej wybarwiony. Na glebach kwaśnych, rośliny mają często zabarwienie jasnoczerwone, w obojętnym czerwono-fioletowe, a w zasadowym – zielone. Widać to chociażby po czerwonej kapuście, która w przypadku kwaśniejszej gleby jest bardziej czerwona – mówi Golasz.

Przebarwienia liści i przemiany barwników trwają dosyć krótko – zależą od temperatury jesienią. Po pierwszych przymrozkach liście masowo opadają.

– Cały ten okres nie trwa dłużej niż trzy, cztery tygodnie – twierdzi Golasz. – Później barwniki ulegają destrukcji. Cześć składników pokarmowych z liści wraca do rośliny, aby wyrównać jej bilans energetyczny. Liście robią się wówczas szkliste, co jest objawem pierwszego przemrożenia. A kiedy stają się słomkowo-brązowe, ich komórki obumierają.

13 czolowka_ambrowiec_aplaPora na ambrowca

O tej porze większość liści już opadła, jednak jest jedna roślina, która zachowała swoje piękne, czerwone kolory.To ambrowiec amerykański, który przebarwia się bardzo późno, a liście na nim utrzymują się dosyć długo. W Parku Śląskim ambrowiec rośnie m.in. przy budynku dyrekcji oraz w Cichym Zakątku.

Wolontariusze nie usiedzą. Dziś obchodzą swoje międzynarodowe święto

5 czolowka_3_1Dynamiczni, gotowi do pomocy, pełni optymizmu – tacy są seniorzy, którzy swój czas poświęcają innym w ramach Parkowej Akademii Wolontariatu. Patrząc na nich, nie dasz się zwieść stereotypom na temat starości. Chcesz dołączyć do tej supergrupy? Zrób to teraz!

Jest ich kilkudziesięciu. Wiek: 60-83 lata. Przeważają żwawe panie. Cecha charakterystyczna: nie usiedzą. Prowadzą cykliczne zajęcia dla seniorów, pomagają w organizowaniu imprez, wigilii dla samotnych, prowadzą Klub Książki Mówionej dla chorych seniorów, pielęgnują rośliny… Jacy są starsi wolontariusze Parkowej Akademii Wolontariatu przy Fundacji Park Śląski? Na pewno nie da się ich łatwo zaszufladkować. Sprawdźcie, jakie stereotypy łamią.

Stereotyp 1: Częściej chorują i mają gorszą kondycję
Emilia (lat 80) zaczęła marsze z kijami, bo cała rodzina robiła noworoczne postanowienia. Po kilku latach od postanowienia, codziennie ponad dwie godziny maszerowała przez Park Śląski, pokonując 12-13 km. – Niech pani zwolni, policja stoi z radarem – usłyszała któregoś dnia. Chodziła sama, bo ani rówieśnicy, ani rodzina nie nadążali. – Mam aplikację w moim smartfonie, która liczy kilometry, czas, spalone kalorie, pokazuje, jak się nawadniać – chwali się Emilia.

Franciszek (70+) biega od kilkunastu lat – w maratonach, półmaratonach, biegach nocnych i dziennych, rekreacyjnie po parku. W Chorzowie, Katowicach, Wrocławiu, Atenach… Zdobywa medale, puchary. W Atenach nie zdobył, bo musiał tempo dostosować do córki. Jeździ na rowerze, ćwiczy fitness, nordic walking. Jako wolontariusz, fachowiec od sportu, prowadzi treningi biegowe i grę w boule.

Roman (60+) – kiedy nie masuje i nie pracuje jako wolontariusz – z kilkadziesiąt lat młodszą Tatianą bierze udział w rajdach rowerowych, zawodach nordic walking, marszonach, czyli marszach na bardzo długich dystansach, stepują, tańczą zumbę, zdobywają szczyty górskie… Czy rzeczywiście mają gorszą kondycję?

Stereotyp 2: Trzeba im dłużej tłumaczyć, by wprowadzić ich w działania
Wolontariusze-seniorzy przed każdą pracą przechodzą szkolenie: co mają robić, gdzie, kiedy, jak, dlaczego. Krystynie (60+) wystarczy informacja: pracujesz na kongresowej recepcji. Wie, że przychodzi trzy, cztery godziny przed rozpoczęciem Kongresu Obywatel Senior, kompletuje materiały (teczki z zawartością), przegląda listy osób zgłoszonych, zaproszonych gości, przygotowuje tabliczki informacyjne, ogląda teren – żeby mogła odpowiadać na pytania: gdzie co się odbywa. Jeszcze raz przegląda program Kongresu – żeby mogła szybko znaleźć właściwe wydarzenie. Dwie godziny przed rozpoczęciem imprezy jest gotowa do przyjmowania i informowania kongresmenów.

Skąd taka biegłość? Krystyna od kilku lat zarządza recepcją w czasie Kongresów. W tym roku zastąpiła ją Małgosia. Razem z Emilią i Jolą usłyszały, że są najlepszą recepcją świata.

Stereotyp 3: Gorzej znają nowoczesne technologie
Edward (70+) to przewodnik, ratownik górski, instruktor, nauczyciel akademicki, instruktor nordic walking… Co tydzień prowadził też w Parku Śląskim zajęcia komputerowe dla seniorów. Objaśnia, jak robić dobre zdjęcia, obrabiać je na komputerze, korzystać ze smarfona… Lubi takie nowinki.
Franciszka (70+) miłość do biegów doprowadziła na warsztaty komputerowe. Bo nie da się już zgłosić do maratonu inaczej, niż przez internet. Założył więc skrzynkę pocztową, profil na Facebooku i nauczył się korzystać z wyszukiwarki.

Stereotyp 4: Nie są otwarci na nowe doświadczenia
Adela (70+) przyjechała na Śląsk po śmierci męża. Nikogo nie znała, bo skąd? Wcześniej wychowywała dzieci, szyła. Dziś, jako wolontariuszka, pomaga i śpiewa na wigiliach i śniadaniach wielkanocnych dla samotnych. Jeździ na rowerze (koniecznie w długich, kolorowych spódnicach, ma ich 53) – wszędzie: po Śląsku i innych zakątkach Polski, chodzi z kijami, robi biżuterię, tańczy… Jest – jako wolontariuszka –przy każdym działaniu. Można zmienić wszystko po siedemdziesiątce? Adela zmieniła i zmienia.

Stereotyp 5: Osoby starsze są bierne
Halina (lat 70) ciągle pracuje zawodowo – egzaminuje, uczy języka polskiego. Prócz tego chodzi do teatru, na koncerty, wyjeżdża, działa w radzie seniorów. Od kilku lat jest wolontariuszką, do czerwca uczyła języka włoskiego, w maju i październiku prowadziła dwie części Kongresu Obywatel Senior. Po co dodała sobie pracy, włączając się w wolontariat? Bo na uniwersytecie trzeciego wieku nieco się nudziła: chciała działać, a nie tylko słuchać.

Czy to wolontariat zmienił Krystynę, Małgosię, Franka? Trochę tak, trochę nie. Krystyna czuje się potrzebna i zachwycona pracą w grupie. Halina może powiedzieć, co myśli na debatach kongresowych i robi to bez skrępowania. Nieśmiały Franek regularnie prowadzi zajęcia z boulami, czasem treningi rowerowe i biegi. Adela obszywa koleżanki z wolontariatu. Małgosia na swoich zajęciach poznała Leszka. Od kilku miesięcy są małżeństwem. 5 grudnia razem będą świętować Międzynarodowy Dzień Wolontariusza.

Zapisy do Akademii Wolontariatu: tel. 666031514
oraz e-mail : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Projekt „Senior działa”, w ramach którego Fundacja Park Śląski szkoliła liderów lokalnych, rady seniorów i seniorów ciekawych obsługi tabletu i działań w wolontariacie, dofinansowany został ze środków Programu Rządowego na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020.

Stadion Śląski areną Memoriału Kamili Skolimowskiej 2018 [KUP BILET]

22563584 1536739859726976_1083806127_oMemoriał Kamili Skolimowskiej w 2018 roku odbędzie się na Stadionie Śląskim! 10 dni po zakończeniu lekkoatletycznych mistrzostw Europy największe gwiazdy Królowej Sportu wystartują w Chorzowie. Już od dziś możecie nabyć bilety na to wyjątkowe wydarzenie, do sprzedaży trafiła limitowana pula wejściówek w promocyjnej cenie!

To już pewne – 22 sierpnia 2018 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbędzie się dziewiąta edycja Memoriału Kamili Skolimowskiej. Impreza, która od lat przyciąga największe gwiazdy światowej lekkoatletyki oraz dziesiątki tysięcy kibiców, w przyszłym roku po raz pierwszy odbędzie się na Śląsku. Po wielu latach spędzonych w Warszawie – rodzinnym mieście najmłodszej polskiej mistrzyni olimpijskiej – jeden z najważniejszych polskich mityngów lekkoatletycznych przenosi się do Chorzowa. Jak podkreśla dyrektor imprezy, Marcin Rosengarten, to szansa na rozwój zawodów.

- W Warszawie spędziliśmy pięknych osiem lat, na PGE Narodowym padło wiele znakomitych wyników i każdego roku impreza przyciągała coraz to więcej kibiców, jednak ze względu na to, iż nie jest to lekkoatletyczny obiekt, nie mogliśmy rozgrywać tam wszystkich konkurencji, szczególnie biegowych a przecież mamy w nich wielkie gwiazdy. Przeprowadzka na Stadion Śląski to możliwość rozwoju. Obok świetnych rzutów widzowie zobaczą czołowych biegaczy świata. Po prostu – Memoriał Kamili Skolimowskiej przyciągnie na ten piękny stadion dziesiątki największych gwiazd światowej lekkoatletyki. Jestem przekonany, że 22 sierpnia przyszłego roku obiekt zapełni się kibicami spragnionymi wielkiego sportu, a doskonale wiemy, że mieszkańcy Śląska sport po prostu mają we krwi – mówi Rosengarten.

We wtorkowe przedpołudnie symbolicznego otwarcia rzutni na Stadionie Śląskim dokonali mistrzowie Anita Włodarczyk i Piotr Małachowski. Dwójka polskich czempionów, medalistów olimpijskich, stała się tym samym swoistymi rodzicami chrzestnymi rzutni na chorzowskim stadionie. To gwarancje, że miejsce to będzie w przyszłości świadkiem niesamowitych lekkoatletycznych pojedynków uwieńczonych rekordowymi wynikami.

- Pierwszy raz jestem na Stadionie Śląskim. Wspaniały obiekt, już wyobrażam sobie doping tysięcy polskich kibiców na zawodach lekkoatletycznych i aż przechodzą mnie ciarki. Bardzo przypomina mi on tak szczęśliwy dla mnie stadion w Berlinie. Nie mogę się już doczekać pierwszego startu! – zapewnia rekordzistka świata Anita Włodarczyk.

Zmodernizowana arena będzie teraz najważniejszym obiektem lekkoatletycznym w kraju.

- Jesteśmy przekonani ze środki które wydaliśmy na przystosowanie obiektu do funkcji lekkoatletycznych będzie procentować. – podkreślił Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego.

Już dziś do sprzedaży trafiła specjalna, limitowana pula biletów, których promocyjna cena zaczyna się od 15 zł. Dodatkowo dla pierwszego 1000 osób, które zakupią wejściówki on-line, przygotowana została kolekcjonerska wersja biletu z autografem mistrzyni olimpijskiej Anity Włodarczyk. Warto podkreślić, że Memoriał Kamili Skolimowskiej to pierwsza impreza na nowym Stadionie Śląskim na którą bilety trafiły do sprzedaży! Będzie je można nabyć za pośrednictwem serwisów kupbilet.pl oraz ebilet.pl, a także w punktach Empik, Saturn i STS na terenie całej Polski.

Copyright © 1995-2011 Park Śląski