Dzisiaj mamy: Czwartek 17.01.2019

Bieg Wiosenny wraca z metą na Stadionie Śląskim [ZAPISY]

Bieg Wiosenny_2018_13710 marca z Pół Marsowych ruszy siódma edycja Biegu Wiosennego. To jedna z największych i najważniejszych imprez biegowych na Śląsku. Zapisy już się rozpoczęły.

ZAPISY

Park Śląski to najlepsze miejsce na rozpoczęcie sezonu biegowego. Jego atuty? Budzące się do życia po zimie aleje i meta na Stadionie Śląskim. To wszystko zapewnia Bieg Wiosenny, w którym tym razem udział może wziąć trzy tysiące zawodników.

W ubiegłym roku Bieg Wiosenny ukończyło 3056 zawodników. Dla wielu z nich było to wspaniałe przeżycie. Meta usytuowana na Stadionie Śląskim okazała się bardzo dużą zachętą. Pierwszy przekroczył ją sosnowiczanin, Andrzej Nowak, któremu pokonanie trasy zajęło 33 minuty i 3 sekundy.

Mondo bieżni lekkoatletycznej zadziałało jak wabik. Nie inaczej będzie pewnie tym razem. – To był pierwszy tak duży start, który organizowaliśmy. Popełniliśmy kilka drobnych błędów, które teraz postaramy się wyeliminować – zapowiada Katarzyna Zazgórnik-Sitz z Parku Śląskiego, organizatorka Biegu Wiosennego. – Mamy atestowaną trasę, która ma bardzo ciekawy profil. Zawodnicy pobiegną zarówno centralną częścią parku, jak i tą bardziej zalesioną.

Trasa w tej edycji będzie dokładnie taka sama, jak przed rokiem. Tak ocenił ją ubiegłoroczny zwycięzca: – Spokojnie można zaliczyć ją do górskich. Było ciężko, bo kilometry w górę wybijają troszkę z rytmu – mówił. Zawodnicy będą mieli do pokonania jedną 10-kilometrową pętlę, która jest bardzo urozmaicona i ciekawa.

Dla zawodników przygotowaliśmy bardzo atrakcyjne pakiety startowe. Znajdą się w nich: napój, pamiątkowy medal, posiłek regeneracyjny na mecie, gadżet oraz oczywiście chip i numer startowy z agrafkami. Opłata startowa wniesiona do 31 stycznia wynosi 49 złotych, do 28 lutego 59 złotych. Organizatorem imprezy jest Park Śląski, a partnerem wydarzenia Stadion Śląski.

– Przygotujemy też jeden punkt nawadniania w połowie trasy – tłumaczy Zazgórnik-Sitz. – Nagrody zostaną przyznaje w kategoriach generalnych kobiet i mężczyzn oraz w sześciu kategoriach wiekowych kobiet i siedmiu mężczyzn.

Biuro zawodów będzie czynne w piątek, sobotę i niedzielę (8, 9, 10 marca). Będzie w nim można odebrać pakiet startowy, ale też – jeżeli limit zapisów internetowych nie zostanie wyczerpany – uiścić opłatę startową w wysokości 70 złotych.

Nowością będzie też bieg dla najmłodszych, który zostanie przygotowany dzień przed głównym startem biegu – 9 marca.

Fotografie okraszone historią. Zobaczcie nowy projekt „Park Śląski zdjęciami pisany”

domturystyKamil Kulesza z zawodu jest informatykiem i grafikiem komputerowym. Jego wielką pasją jest jednak Park Śląski. Od 10 lat poznaje jego historię i fotografuje ulubione miejsca. Właśnie z tych zdjęć narodził się projekt „Park Śląski zdjęciami pisany”, który w zgrabny sposób łączy teraźniejszość z przeszłością.

– Skąd pomysł na nakładanie starych zdjęć na nowe? Co chce pan w ten sposób pokazać?
– Park Śląski to żywy organizm, który przez ponad sześć dekad diametralnie zmienił swoje oblicze. Sporo obiektów, które niegdyś istniały w parku, popadło już w niepamięć, jak np. dawna restauracja nad brzegiem dużego stawu, czy ośrodek PTTK. Chciałem to wszystko pokazać głównie moim znajomym spoza regionu, którzy tak naprawdę nie wiedzieli, jak bardzo wyjątkowym miejscem na mapie województwa śląskiego jest Park Śląski i jak się zmienił przez ostatnie dekady. Jakiś czas temu kupiłem sobie lepszy sprzęt do robienia zdjęć, mam też większą wiedzę na temat ich obróbki i samego parku niż kilka lat temu. Postanowiłem, że wrócę do tematu porównywania zdjęć starych z nowymi, ale z tą różnicą, że będę kadry nakładał na siebie, a gotowe zdjęcia wrzucał do internetu, aby dotrzeć nie tylko do znajomych, ale do znacznie większej ilości osób, którym pokażę w ten sposób, jak bardzo wielopokoleniowy jest nasz park i co go wyróżnia na tle innych. I to zadziałało.

– Jak to wygląda od strony technicznej? Szuka pan dokładnie tych samych alejek i kadrów?
– Technicznie są to bardzo trudne zdjęcia do wykonania. Aby uzyskać stuprocentowy efekt, zdjęcia muszą być zrobione w możliwie tym samym kadrze, co ich archiwalny pierwowzór. Nie jest to zadanie łatwe. Większość kadrów jest już zarośnięta, jak np. widok na Planetarium Śląskie z al. Gwiazd. Kiedyś Planetarium Śląskie dominowało w krajobrazie parku, dziś dominację przejęła natura, odkrywając niektóre obiekty jedynie późną jesienią i zimą. Dlatego do takiego zdjęcia staram się przygotować jak najlepiej. Dzielę to na trzy etapy: pierwszy przygotowawczy, w którym dokładnie analizuję konkretne zdjęcie. To pozwala mi szybciej odnaleźć dane miejsce i kadr. Dopiero wówczas przechodzę do drugiego etapu, czyli wykonania fotografii z odpowiednimi ustawieniami. Czasami muszę robić kilkadziesiąt zdjęć z różnymi ustawieniami, aby być pewnym, że ujęcie będzie jak najbardziej zbliżone do pierwowzoru. Pozwala to czasem skrócić czas pracy nad postprodukcją, która jest trzecim etapem. Wówczas, za pomocą programu do obróbki, nakładam dwa kadry na siebie, nanosząc przy tym konieczne poprawki.

– Kiedy łączy pan te fotografie, co pana najbardziej zaskakuje?
– Przyroda i to, jak szybko park potrafił „urosnąć” od sadzonek w las. Na takich zdjęciach szczególnie widać ten kontrast. Uważam, że Park Śląski jest tajemniczy. Ostatnio, przeglądając archiwalne zdjęcia, zauważyłem, że ogródek meteo przy Planetarium Śląskim, pierwotnie znajdował się w innym miejscu niż obecnie. To jest naprawdę fascynujące! Oczywiście mam więcej takich odkryć na swoim koncie.

– W pana archiwum jest też mnóstwo innych zdjęć parku. Czy określenie parkofil w pana przypadku jest adekwatne?
– Przy Parku Śląskim mieszkam od urodzenia, tu stawiałem pierwsze kroki, uczyłem się jazdy na rowerze, rolkach czy też zimą zjeżdżałem na sankach z górki nieopodal ulicy Złotej lub al. Gwiazd. Jeśli spędzałem wakacje w mieście, to nie było dnia, abym nie poszedł do parku. Nie wyobrażam sobie aglomeracji katowickiej bez tego miejsca, tak jak nie wyobrażam sobie Katowic bez Spodka. Park Śląski zawsze jest dla mnie przykładem i o nim mogę rozmawiać godzinami. O tym najlepiej chyba wiedzą moi znajomi, których już czasami irytują rozmowy na ten temat. Ja na to nic nie poradzę. Miałem to szczęście, że poznałem smak parku z kultową Falą, kolejką szynową, kolejką linową, kursującą na wszystkich trzech odcinkach, czy też statkami pływającymi po dużym stawie przy Przystani i Wesołym Miasteczku…

– Park stoi przed ogromną szansą na złapanie drugiego oddechu, m.in. dzięki sporemu dofinansowaniu z Unii Europejskiej. Jaki park chciałby pan zobaczyć za siedem lat?
– Oczywiście, że chciałbym zobaczyć park taki, jaki był za generała Ziętka. Lecz to raczej nierealne. Skoro mamy już szansę choć trochę przywrócić mu dawny blask, to najchętniej widziałbym go z jeszcze większą ilością zieleni, odrestaurowanym „Kapeluszem”, kolejką wąskotorową, która jeździ po całej trasie, kolejką linową, która w wygodny i szybki sposób pozwoli mi dotrzeć do Planetarium czy może nawet z jakimś stateczkiem na Dużym Stawie. Jedno jest pewne, podczas rewitalizacji należy pamiętać o historii naszego parku, bo bez historii nie możemy mówić o przyszłości.

Parkowe rzeźby w trakcie liftingu. Drugie życie dla „Rodziny”, „Kolarzy” i „Zbliżenia”

181116RAF004Od kilku tygodniu trwa renowacja Galerii Rzeźby Śląskiej. Na razie prace objęły trzy eksponaty. Kolejne dzieła mają być remontowane już w przyszłym roku, m.in. dzięki dofinansowaniu, które park pozyskał w ostatnich miesiącach.

We wpisanej do rejestru zabytków Galerii Rzeźby Śląskiej trwają obecnie prace renowacyjne. Konserwacji poddawana jest wysoka na 3,5-metra „Rodzina” autorstwa Jerzego Kwiatkowskiego, subtelne „Zbliżenie” Henryka Fudali oraz efektowni „Kolarze” Zdzisława Cierniaka. Renowacja potrwa kilka tygodni, a jej realizację dofinansował wojewódzki konserwator zabytków. Całkowity koszt inwestycji to ponad 230 tysięcy złotych.

– To bardzo cenny zbiór. Cieszymy się, że prace mogły się rozpocząć – podkreśla Marek Widuch, wiceprezes Parku Śląskiego. – Galeria jest bardzo ważna dla wielu gości parku. Jesteśmy przekonani, że stopniowo uda się przywrócić jej dawny blask – dodaje.

181116RAF024

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Galeria Rzeźby Śląskiej to unikatowa kolekcja dzieł sztuki. Powstawała od 1963 roku, przy udziale Związku Polskich Artystów Plastyków. To jedna z najciekawszych kart parkowej historii. Rzeźbiarze z całego kraju, podczas kilkunastu plenerów, przyjeżdżali do parku, aby tworzyć na oczach zwiedzających. Pokłosiem ich pracy jest właśnie galeria, która liczy obecnie około trzydziestu rzeźb.

W przyszłym roku, dzięki pozyskaniu finansowania z instrumentu Jessica, renowacji ma zostać poddana „Karolinka” oraz rzeźby Anny Dębskiej: „Wilki”, „Gazele” i „Źrebaki”. – Zależy nam, aby ta sztuka znów mogła cieszyć oko. By eksponaty znów miały wartość nie tylko historyczną, ale i estetyczną – zaznacza Widuch.

181116RAF012Piotr Krzemień,
wykonawca prac
Galeria Rzeźby Śląskiej to szczególny zbiór prac, m.in. dlatego, że został wykonany w różnych technologiach. „Kolarze” są na przykład wyrzeźbieni z żywicy epoksydowej i połączeni z piaskowcem. Część rzeźby jest wykonana w rzadko obecnie spotykanej technice lastryko.

Unikatowość polega też na tym, że użyte są różne kruszywa oraz inna ich granulacja. Te prace najpewniej najpierw były wykonywane w glinie, a później odlewane, przywożone we fragmentach i montowane. Obecnie nasze prace polegają na wzmacnianiu fundamentów, wykonaniu izolacji pionowych i poziomych. Są konieczne, bo jest to najbardziej zawilgocony teren w całym parku.

Przy figurze „Zbliżenie” należało wzmocnić fundamenty, ale też rzeźbę postawić do pionu, bo była przekrzywiona. Całość prac chcielibyśmy zakończyć w tym roku, ale na wiosnę nie wykluczamy poprawek.

Śląski doktor Dolittle. Można go spotkać w chorzowskim zoo

181121RAF018Zwierzęta w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym wymagają szczególnej opieki i troski. Dba o to Michał Załuski, lekarz weterynarii, który codzienne jest do ich dyspozycji. Opowiedział nam o swojej pracy i ciekawych sytuacjach, których był świadkiem podczas kilkuletniej praktyki weterynaryjnej w zoo.

Kinga była większa od Kizi. Dwie słonice jednak bardzo za sobą przepadały. I kiedy Kizi miała problemy z zapaleniem pęcherza, Kinga nie pozwalała jej zrobić zastrzyku. Porywała strzykawkę, a potem wyrzucała ją kilkanaście metrów dalej. Takich przykładów weterynarz ze śląskiego zoo zna kilkaset. Bo pod opieką doktora Załuskiego jest ponad trzysta gatunków zwierząt.

– Przede wszystkim zajmuję się profilaktyką. Odrobaczaniem, szczepieniami, wydawaniem suplementów witaminowo-mineralnych. Opiekuję się wszystkimi zwierzętami. Od ryb po słonie – tłumaczy Załuski. – Swoją pracę uważam za bardzo przyjemną, bo mam wśród pacjentów bardzo dużą różnorodność, jeżeli chodzi o gatunki – dodaje.

Weterynarz przyznaje, że najwięcej roboty ma z kopytnymi i małpami. Te zwierzęta najczęściej podlegają

urazom. – To zwykle urazy mechaniczne. Gady i ptaki mają z kolei najwięcej problemów metabolicznych – stwierdza Załuski. – Częstym kłopotem jest przekarmianie zwierząt przez zwiedzających. W tym miejscu apeluję o to, aby tego nie robić. W ten sposób tylko im szkodzimy – zaznacza.

181121RAF012

Załuski mówi, że w zoo wszystkie zwierzęta są uważane za groźne, dlatego, że są nieoswojone. – Stąd przebieg leczenia jest utrudniony. Problemy najczęściej zauważają pielęgniarze, którzy na bieżąco śledzą na przykład, czy dany osobnik normalnie spożywa pokarm – mówi. – Większość zwierząt przed badaniami znieczulamy. Musimy też dbać o bezpieczeństwo – dodaje.

Pan Michał ma też swoich ulubieńców. Jednym z nich jest lemur Fabia, który często potrafi być agresywny. Natomiast na Michała Załuskiego reaguje bardzo dobrze. – Zazwyczaj wiesza się na mnie. Bardzo mnie lubi – przyznaje.

Opieka nad zwierzętami w śląskim zoo bywa różnorodna. Zdarzają się momenty bardzo dobre, ale bywają też bardzo trudne. – Mieliśmy duży problem z wielbłądami i ich rozrodem. Jednak po intensywnej akcji poporodowej, udało nam się je uratować. Dziś są niezwykle wdzięcznymi podopiecznymi. Uwielbiają swoich pielęgniarzy i często się z nimi droczą. Mamy też ulubionego strusia, który próbuje przestraszyć naszą obsługę i trzeba go odganiać miotłami – tłumaczy. – Obecnie współpracujemy z instytutem w Berlinie. Chcemy doprowadzić do zapłodnienia in vitro nosorożców. Na razie pobrano komórki jajowe od samicy. Potem będziemy myśleć o przeprowadzeniu transferu zarodków. Dokładnie tak, jak to się robi u bydła – sumuje Załuski.

Parkowe dziedzictwo w Europie

DJI 0509Niemcy, Włosi, Łotysze, a nawet Anglicy – będą mieli nie tylko szansę lepiej poznać historię Parku Śląskiego, ale i czerpać z jego doświadczeń, a w ten sposób sprawić, by europejskie parki stały się jeszcze piękniejsze. To możliwe dzięki współpracy w ramach projektu pod nazwą „UrbanLinks 2 Landscape”, realizowanego w ramach unijnego programu Interreg Europe. Park Śląski, jako jedyny zielony kompleks z Polski, stał się w nim ważnym partnerem.

W europejskiej sieci
Zaproszenie Parku Śląskiego do międzynarodowego, partnerskiego projektu było możliwe dzięki temu, że od czterech lat jest on częścią organizacji EGHN. Przypomnijmy, że w 2014 roku Park Śląski przystąpił do European Garden Heritage Network, największej europejskiej sieci zrzeszającej parki i ogrody miejskie. EGHN to prawie 150 ogrodów z całej Europy, m.in. z Francji, Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii, Włoch i Holandii. Założono ją w 2003 roku. Jej zadaniem jest m.in. wspieranie ponadnarodowej współpracy w zakresie rozwoju regionalnego i dziedzictwa kulturowego. Skupia nie tylko parki, ale również ekspertów, agencje turystyczne, fundacje. Siedzibą organizacji jest przepiękny pałac Schloss Dyck w miasteczku Jüchen, niedaleko Düsseldorfu.

– Wielu z naszych gości oczekuje, że Park Śląski stanie się wizytówką regionu, rozpoznawalną również poza granicami kraju. Współpraca z parkami europejskimi, którą podjęliśmy kilka lat temu, daje na to dużą szansę. Szczególnie, że mamy możliwość wymiany doświadczeń przy dużych projektach, takich jak „UrbanLinks 2 Landscape” – ocenia Marek Widuch, wiceprezes Parku Śląskiego.

Wymiana pomysłów
W UL2L biorą udział partnerzy z Niemiec, Włoch, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Łotwy oraz Polski. Głównym celem jest upowszechnienie dobrych praktyk oraz promocja innowacyjnych rozwiązań z dziedziny rekultywacji nieużytków poprzez tworzenie w ich miejscu wielofunkcyjnych, publicznych terenów zielonych.

UL2L EU FLAG

– Chodzi o to, by zbierać cenne doświadczenia, dotyczące dobrego zarządzania, projektowania czy gospodarowania zielenią. Szczególnie tą, powstałą w miejscach zaniedbanych, na które po prostu brakowało pomysłu. Nasza perspektywa, jako kompleksu powstałego na terenie kompletnie zdewastowanym przez przemysł ciężki, jest dla wielu podmiotów z Europy niezwykle atrakcyjna – dodaje Widuch.

Partnerzy projektu UL2L podjęli się stworzenia zbioru inspirujących informacji oraz propozycji planowania rozwoju i zagospodarowania miejskich terenów zielonych we własnych krajach. Inspirować będą ich także doświadczenia z Chorzowa. Dla Parku Śląskiego może to być cenna lekcja szczególnie, że wśród osób zaproszonych do programu są eksperci z dziedzin przyrodniczych czy architekci krajobrazu.

– Podglądanie jak inni zajmują się opieką nad terenami zielonymi będzie dla nas bardzo użyteczne przy rozpoczynającym się właśnie procesie rewitalizacji przestrzeni Parku Śląskiego. Chcemy przecież, żeby jakość jego infrastruktury znacznie się poprawiła, a do tego powinniśmy znać doświadczenia wprowadzane na świecie – mówi Widuch.

Partnerzy projektu:

Fundacja Schloss Dyck (Niemcy) – lider.
Land Nadrenii (Niemcy).
Miasto Kristianstad (Szwecja).
Miasto Kuldiga (Łotwa).
Region Umbria (Włochy).
Hrabstwo Surrey (Wielka Brytania).
Park Śląski (Polska).

Copyright © 1995-2011 Park Śląski